Hej, jestem.
Idąc na egzaminy byłam pewna dwóch rzeczy - że z polskiego i angielskiego jakoś sobie poradzę, a matmę zawalę i będę pisać poprawkę (bo to na razie były pisemne). Wyszło tak, że z angielskim jakoś sobie poradziłam, z polskiego zawaliłam (napisałam 5 zdań wypracowania) a z matmy dostałam 5. Jeszcze w to nie wierzę. Jeśli chodzi o polski to właściwie nie wiem dlaczego tak się stało, bo tekst rozumiałam doskonale. Choć może nie będzie aż tak źle jak na to wygląda. Tematem były refleksje o mieście i były dwa fragmenty - pierwszego możecie nie znać (Rozmowy polskie latem 1983r) a drugim był fragment "Lalki" Prusa (spacer Wokulskiego po Powiślu). Siedziałam w klasie do końca czasu i jak nauczyciel podszedł zobaczyć jak mi poszło, to się załamał ;) Zapytał, dlaczego nie napisałam, to mu powiedziałam, że temat rozumiem, teksty również, ale nie mogę tego zebrać w wypracowanie. Więc zapytał jak to rozumiem - wszystko powiedziałam, łącznie ze wstępem i refleksją odnośnie tematu. Gdybym napisała to co powiedziałam, miałabym przynajmniej 4. Nie wiem czy uzna "ustne pisemne", jeśli nie, to na ustnych będę się bronić...
Z tego wszystkiego spałam 12 godzin - od 17 do 5.
Obiecałam napisać czemu zrezygnowałam z diety we wrześniu:
Jak już zapewne mówiłam mam tendencje do zajadania stresu - a tego we wrześniu, październiku i grudniu miałam sporo. Najpierw pod koniec sierpnia zachorował mi kot - mój chowaniec. Któregoś dnia napiszę notkę o tym kim jest chowaniec. Powiem tylko, że tym różni się od zwykłego kociaka, że jest bardzo przywiązany do właściciela i na odwrót. Bardzo się bałam, że to już koniec. Mimo to jakoś utrzymywałam dietę, choć zaczęły się zdarzać napady. Leczyłam go u weta i wszystko zaczęło się prostować (przy okazji chce polecić świetnego weterynarza w Szczecinie - pan Bartosz Tarasewicz ma gabinet na ul. Klonowica 11A). Ale jeden problem to nie problem - we wrześniu mama zaczęła mieć bóle brzucha. Poszłyśmy na badania i wyszło, że to przepuklina brzuszna. Lekarz zapisał na pierwszy wolny termin operacji. Ja pomiędzy wizytą i szpitalem zdążyłam się naczytać o operacji przepukliny brzusznej i możliwych powikłaniach. Przeraziłam się, tym bardziej, że moja mama kiedyś źle zniosła narkozę i prawie umarła. Co czułam nie będę pisać, bo nie jestem w stanie. W takich chwilach nie da się myśleć o swoim wyglądzie, tym bardziej pilnować diety. I wtedy do jadłospisu wróciły m.in. ogromne ilości słodyczy i chipsów - próbowałam jakoś się pocieszyć, choć na chwilę zabić strach. Na szczęście w szpitalu okazało się, że to nie brzuszna a pachwinowa (operacja tej drugiej jest o wiele bezpieczniejsza i przy znieczuleniu miejscowym). Mama zniosła ją dobrze, kot w tym czasie miał się coraz lepiej a ja się uspokoiłam. Postanowiłam nawet tuż przed Halloween wrócić na bloga, przygotowałam notkę, zaczęłam przygotowywać plan diety... Niestety, w połowie października chowaniec przestał jeść - tak z dnia na dzień. I znów wizyty u weta, stres i nerwy. Wet stwierdził, że to jakieś problemy z żółcią i będą nawracać, ale jak na razie nie ma zagrożenia życia. Mama w tym czasie również miała drobne (jak się zdawało) problemy zdrowotne. Podczas wizyty lekarz wysłał mamę na prześwietlenie, a później na biopsję. I wyszło najgorsze - nowotwór złośliwy. O mało nie zemdlałam jak się o ty dowiedziałam. Od razu skierowanie na operację na początku listopada, zaraz po świętach. i tu już konieczna była narkoza. Mama przejęła się tym mniej niż ja, albo przynajmniej nie okazywała strachu. Ja za to prawie nie spałam, płakałam i żarłam co mi w łapy wpadło. Myślałam czy by ze sobą nie skończyć, no wiecie, w razie gdyby operacja się nie udała. Ta próba pewnie by się udała, do trzech razy sztuka mówią w końcu.
Na szczęście operacja się udała, bez powikłań. Teraz tylko trzeba było czekać na wyniki histopatologiczne (w jakim stopniu zaawansowania był, czy są przerzuty). i znów siedzenie na szpilkach i wpieprzanie ok 3000 kcal dziennie. Wyniki do odebrania pod koniec listopada. Miałam wrażenie, że przed gabinetem zwariuję już na dobre. Już w gabinecie usiadłam czekając na najgorsze. A lekarka mówi, że rak był we wczesnym stadium (IA), nie było przerzutów na węzły chłonne. Wiecie jak to jest przez dłuższy czas czuć wielki strach, stres i on nagle puści? Jeśli wiecie to zrozumiecie co wtedy poczułam, jeśli nie, to nie jestem w stanie Wam tego wytłumaczyć po prostu. Lekarka jednak wysłała mamę do szpila na Strzałowskiej (onkologiczny) na radioterapię, tak na wszelki wypadek, gdyby jednak "coś" zostało. W grudniu mama miała trzy naświetlania, zniosła je w miarę dobrze, tylko była i wciąż jest bardzo osłabiona, ale to minie mam nadzieję.
Przez ten czas myślałam tylko o tym, żeby mama i Pusiak wyzdrowieli i nic więcej się nie liczyło. O mały włos nie zrezygnowałam ze szkoły. Stałoby się to gdyby nie mój przyjaciel. To zabawne, ale jeszcze pół roku temu powiedziałabym, że przyjaciele w życiu nie są potrzebni, ale w tak kryzysowej sytuacji obecność bliskiej osoby jest nieodzowna. To on zapewniał, że będzie dobrze, pocieszał, wspierał, opierdzielił kiedy było trzeba (np. gdy chciałam rzucić szkołę). Jestem mu za to bardzo wdzięczna, i za że mimo to, że ciężko jest się ze mną przyjaźnić, on jakoś do tej pory wytrzymuje. Wiem, że to czyta, więc teraz kilka słów do niego: Patryk kocham Cię i mimo, że nie potrafię okazywać tego jak bardzo zależy mi na naszej przyjaźni, wiedz, że tak jest :*.
Przepraszam Was za to, że miejscami notka jest chaotyczna, ale nie potrafię jeszcze o tym wszystkim pisać na spokojnie. Ale napisanie tego przyniosło mi wielką ulgę.
Dziękuję Wam za miłe słowa i wsparcie które niesiecie w komentarzach, one podtrzymują na duchu bardziej niż wszystkie czekolady świata :*
Zasady obowiązujące na blogu:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 stycznia 2013
wtorek, 1 stycznia 2013
...3,2,1... BUM!
Witajcie ponownie,
Już zaczął się nowy, 2013 rok -biała karta, czysta kartoteka. Porażki i słabość zostawiam za sobą. ZACZYNAM.Właściwie zaczynam prawie od początku, przez ten czas, gdy mnie nie było strasznie przytyłam. Dziś się jeszcze nie zważyłam - najzwyczajniej w świecie stchórzyłam. Jutro już nie ma przebacz, choć podejrzewam, że pokaże waga ok 65kg. Nawet jeśli to trudno, raz już schudłam, schudnę znowu. Idę Was poodwiedzać, przypomnieć o sobie, jutro będzie dłuższa notka, ciao:*
Już zaczął się nowy, 2013 rok -biała karta, czysta kartoteka. Porażki i słabość zostawiam za sobą. ZACZYNAM.Właściwie zaczynam prawie od początku, przez ten czas, gdy mnie nie było strasznie przytyłam. Dziś się jeszcze nie zważyłam - najzwyczajniej w świecie stchórzyłam. Jutro już nie ma przebacz, choć podejrzewam, że pokaże waga ok 65kg. Nawet jeśli to trudno, raz już schudłam, schudnę znowu. Idę Was poodwiedzać, przypomnieć o sobie, jutro będzie dłuższa notka, ciao:*
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Nowa dieta
Witajcie! Znalazłam sobie dietę. Oto ona:
Śniadanie godz 10.00
-filiżanka świeżo zaparzonej kawy naturalnej lub słabej herbaty żadnych dodatków
-topiony serek o ulubionym smaku - 50g
-pomidor
Drugie śniadanie godz 12.00
-1jajko ugotowane na twardo lub miękko bez soli
-pomidor
Przekąska godz 14.00
-jabłko
Obiadokolacja godz 16.00
-20 dag chudego twarogu z ziołami ale bez soli lub chudego mięsa lub gotowanych warzyw
-pomidor
Wieczorem godz 20.00
-kieliszek czerwonego wytrawnego wina
Przez 5 dni codziennie je się to samo. Następnie w sobotę i niedziele można jeść co się chce, ale trzeba ograniczać się do 1000kcal i unikać tłuszczy, słodkiego itp. I tak przez miesiąc - 5 dni diety i 2 dni 1000kcal. Oczywiście do tego ćwiczenia - jeszcze nie mam planu jakie, będę musiała poszukać. Wprowadzę małą zmianę - zamiast czerwonego wina będę piła sok jabłkowy. Dojem to, co mam w lodówce i startuję z tą dietą od środy. Podobno można schudnąć nawet 15kg w miesiąc!
Teraz kolejna nowina - kupiłam sobie wagę elektroniczną. Niestety, okazało się, że przytyłam trochę więcej niż się spodziewałam - 55,5 kg. Waga działa dobrze, bo sprawdziłam za pomocą wagi kuchennej i butli z wodą ;) Mam nadzieję, że uda mi się schudnąć do połowy września z 5kg na tej nowej diecie.
A teraz co do poprzednich wpisów i komentarzy - ja ogólnie chciałam iść do zawodówki na cukiernika, ale problemy osobiste i nauczyciele trochę mi popsuli plany (miałam opisać sytuację, ale znowu będzie tego na pół strony, więc może kiedy indziej w osobnej notce ;) Efekt był taki, że wylądowałam w liceum z profilem psychologicznym - miałam iść na studia w tym kierunku. W tym liceum wytrzymałam rok, później miałam rok przerwy i poszłam do zaocznego, w którym właśnie jestem. Jeszcze zastanowię się nad tą maturą - chciałam podejść za rok, ale podejrzewam, że nie będzie mi się chciało...
Dzięki za wsparcie i potrząśnięcie w tej kwestii - ja z reguły uciekam przed problemami, w końcu czas przeciwstawić się lękom, no nie?:)
Anja Niki - jeśli chodzi o naleśniki z serem, to są ich najróżniejsze wersje - od najbardziej dietetycznych - mogą mieć nawet 150 kcal w jednym, aż po bomby kaloryczne mieszczące po 400 kcal w sztuce ;) To wszystko zależy od grubości i składu ciasta, rodzaju twarogu, ilości cukru itd. ja kaloryczność moich obliczałam na stronie ileważy.pl.
Następną notkę dodam w środę - jako oficjalny początek nowej diety. Trzymajcie za mnie kciuki, tak jak ja trzymam za Was :*
Śniadanie godz 10.00
-filiżanka świeżo zaparzonej kawy naturalnej lub słabej herbaty żadnych dodatków
-topiony serek o ulubionym smaku - 50g
-pomidor
Drugie śniadanie godz 12.00
-1jajko ugotowane na twardo lub miękko bez soli
-pomidor
Przekąska godz 14.00
-jabłko
Obiadokolacja godz 16.00
-20 dag chudego twarogu z ziołami ale bez soli lub chudego mięsa lub gotowanych warzyw
-pomidor
Wieczorem godz 20.00
-kieliszek czerwonego wytrawnego wina
Przez 5 dni codziennie je się to samo. Następnie w sobotę i niedziele można jeść co się chce, ale trzeba ograniczać się do 1000kcal i unikać tłuszczy, słodkiego itp. I tak przez miesiąc - 5 dni diety i 2 dni 1000kcal. Oczywiście do tego ćwiczenia - jeszcze nie mam planu jakie, będę musiała poszukać. Wprowadzę małą zmianę - zamiast czerwonego wina będę piła sok jabłkowy. Dojem to, co mam w lodówce i startuję z tą dietą od środy. Podobno można schudnąć nawet 15kg w miesiąc!
Teraz kolejna nowina - kupiłam sobie wagę elektroniczną. Niestety, okazało się, że przytyłam trochę więcej niż się spodziewałam - 55,5 kg. Waga działa dobrze, bo sprawdziłam za pomocą wagi kuchennej i butli z wodą ;) Mam nadzieję, że uda mi się schudnąć do połowy września z 5kg na tej nowej diecie.
A teraz co do poprzednich wpisów i komentarzy - ja ogólnie chciałam iść do zawodówki na cukiernika, ale problemy osobiste i nauczyciele trochę mi popsuli plany (miałam opisać sytuację, ale znowu będzie tego na pół strony, więc może kiedy indziej w osobnej notce ;) Efekt był taki, że wylądowałam w liceum z profilem psychologicznym - miałam iść na studia w tym kierunku. W tym liceum wytrzymałam rok, później miałam rok przerwy i poszłam do zaocznego, w którym właśnie jestem. Jeszcze zastanowię się nad tą maturą - chciałam podejść za rok, ale podejrzewam, że nie będzie mi się chciało...
Dzięki za wsparcie i potrząśnięcie w tej kwestii - ja z reguły uciekam przed problemami, w końcu czas przeciwstawić się lękom, no nie?:)
Anja Niki - jeśli chodzi o naleśniki z serem, to są ich najróżniejsze wersje - od najbardziej dietetycznych - mogą mieć nawet 150 kcal w jednym, aż po bomby kaloryczne mieszczące po 400 kcal w sztuce ;) To wszystko zależy od grubości i składu ciasta, rodzaju twarogu, ilości cukru itd. ja kaloryczność moich obliczałam na stronie ileważy.pl.
Następną notkę dodam w środę - jako oficjalny początek nowej diety. Trzymajcie za mnie kciuki, tak jak ja trzymam za Was :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)