Zasady obowiązujące na blogu:

Ponieważ nie mam zamiaru użerać się z ludźmi próbującymi narzucić mi swoje poglądy i sposób bycia, od razu odpowiadam, że jestem już dużą dziewczynką, mam ukształtowane poglądy na życie, a jeśli będę chciała coś w nich zmienić, na pewno nie zrobię tego pod naciskiem kogokolwiek. Jeśli nie podoba ci się to co piszę lub to w jaki sposób się zachowuję, po prostu wyjdź.


sobota, 29 grudnia 2012

I'll be back

Witajcie po dłuuugiej nieobecności, miesiącach opływających w tłuszcze i cukry ;) Zajadałam (zażerałam)  stres, ale dość już tego! Wracam do Was (o ile ktoś mnie jeszcze pamięta ;), a przede wszystkim do odchudzania 1.1.2013. Już nie będzie wymówek. Życzę Wam Wesołych po-Świąt i Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku. Widzimy się pierwszego :*




środa, 5 września 2012

1 tydzień minął

Witajcie, za mną pierwszy tydzień diety.

Zważyłam się w  poniedziałek i wyszło 54,6kg - to cały kilogram mniej w 5 dni. Spodziewałam się  bardziej spektakularnych efektów, ale i tak się ucieszyłam. Zważyłam się dziś rano - 54,6 kg. Nosz ku... Nie wiem co się stało, trochę boję się, że powtórzy się historia 64 kg. No nic, przeczekam. Cały czas jestem na tej diecie, choć zdarzyło się podjeść coś drobnego nadprogramowego. Może to przez to waga stoi? Od dzisiaj bez podjadania, a kysz!

Miałam się dzisiaj obmierzyć, ale zrobię to za tydzień. Jeśli mnie nic nie natchnie, kolejna notka też będzie za tydzień. Będę do Was zaglądać, trzymajcie się :*


Ma boskie włosy ♥

sobota, 1 września 2012

Dzień 4

Jest źle, nawet bardzo. U mnie już tak jest, że jak choć jedna rzecz idzie dobrze, to muszę ją spierdolić.

Bilans:
jajko+pół pomidora
twaróg+pół pomidora
nugat
kolba kukurydzy (prawie cała)

Dieta na której jestem ma 300 kcal dziennie. Postanowieniem było, że rezygnuje z weekendów 800 ze strachu przed przytyciem - dzisiaj sam nugat wniósł 265 kcal. Łącznie ok 600 kcal.

Na jakiś czas zawieszam pisanie. Nie przerywam diety, nie mogłabym. Będę do Was zaglądać codziennie i komentować oczywiście. Uwierzcie, jedynie Wasze blogi ratują mnie przed rzeczywistością, która mnie otacza... Lubię wspierać Was i pomagać rozwiązywać Wasze problemy, bo z moimi sobie nie radzę.

piątek, 31 sierpnia 2012

Dzień 2 i 3

Witajcie,
wczoraj miałam kiepski dzień... właściwie kiepski to mało powiedziane. Powiedzmy, że wszystko wokół mnie zaczyna się walić- oprócz diety. Dzisiaj jest właściwie jest kontynuacją dnia wczorajszego, więc notka będzie krótka...

Wczorajszy bilans:
jajko+pół pomidora
jabłko
50g twarogu+pół pomidora
100g warzyw got. na parze
sok

Dzisiejszy:
jajko+pół pomidora
50g twarogu+pół pomidora
jabłko
100g warzyw
2 jabłka
sok

Musiałam zjeść dwa nadprogramowe jabłka, bo po południu dostałam silnych zawrotów głowy - nie wiem czy od diety czy nadmiaru emocji. Korci mnie, aby się zważyć, ale wytrwam do poniedziałku. Poodwiedzam Was jutro i napiszę trochę więcej - mam nadzieję, że jutro będzie lepiej... oby.

środa, 29 sierpnia 2012

Dzień 1

Hej,
Dzisiaj startuje z dietą. Jako że uwielbiam z góry narzucone przez kogoś zasady, to trochę w tej diecie pozmieniałam. Zauważyłam, że jadłospis nie różni się bardzo od tego, co jadłam zanim wróciłam do diety ok 1000. A więc... moja wersja:

Śniadanie: jajko+pół pomidora
II śniadanie: 50g twarogu chudego+pół pomidora
Przekąska: jabłko
Obiadokolacja: 100g warzyw gotowanych na parze
Wieczorem:kieliszek soku jabłkowego/wina wytrawnego

Lubię pomidory, ale trzy dziennie to przesada. Na wieczór będę wymiennie piła albo sok albo wino, bo jedząc mało i pijąc codziennie wino chyba bym zaczęła chodzić wężykiem ;) A co do soku w kieliszku - fanaberia po prostu ;)

 Dzisiaj było trochę ponad limit:

Śniadanie: jajko+pół pomidora
Przekąska: jabłko+ szklanka soku marchwiowego
Obiadokolacja: 100g warzyw(z mrożonki)+50g twarogu chudego
Wieczorem: dwa kieliszki soku jabłkowego

Od jutra będę się trzymać planu. Postanowiłam też ważyć się raz w tygodniu - w poniedziałki. Zobaczymy ile wytrwam - mam nadzieję, że do 45kg ;)
Trzymajcie się :*

  

Edit 20:30:  Zapomniałabym - dzisiaj byłam w Empiku i zobaczyłam coś, na widok czego serducho zabiło mi szybciej:
http://1.bp.blogspot.com/-SUqs6fSSU_g/UDp_uW1eloI/AAAAAAAAAks/qmm8OXPccSY/s320/DEKORACJA%2BCIAST%2B1%2B2012B.jpg
 
Jednak stara miłość nie rdzewieje;) Co dwa tygodnie wychodzi nowy numer wraz z jakimś narzędziem. Mam zamiar zebrać całą kolekcję. Kto wie? Może jednak to jest moje powołanie?

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Nowa dieta

Witajcie! Znalazłam sobie dietę. Oto ona:

Śniadanie godz 10.00
-filiżanka świeżo zaparzonej kawy naturalnej lub słabej herbaty żadnych dodatków
-topiony serek o ulubionym smaku - 50g
-pomidor

Drugie śniadanie godz 12.00
-1jajko ugotowane na twardo lub miękko bez soli
-pomidor

Przekąska godz 14.00
-jabłko

Obiadokolacja godz 16.00
-20 dag chudego twarogu z ziołami ale bez soli lub chudego mięsa lub gotowanych warzyw
-pomidor

Wieczorem godz 20.00
-kieliszek czerwonego wytrawnego wina



Przez 5 dni codziennie je się to samo. Następnie w sobotę i niedziele można jeść co się chce, ale trzeba ograniczać się do 1000kcal i unikać tłuszczy, słodkiego itp. I tak przez miesiąc - 5 dni diety i 2 dni 1000kcal. Oczywiście do tego ćwiczenia - jeszcze nie mam planu jakie, będę musiała poszukać. Wprowadzę małą zmianę - zamiast czerwonego wina będę piła sok jabłkowy. Dojem to, co mam w lodówce i startuję z tą dietą od środy. Podobno można schudnąć nawet 15kg w miesiąc! 

Teraz kolejna nowina - kupiłam sobie wagę elektroniczną. Niestety, okazało się, że przytyłam trochę więcej niż się spodziewałam - 55,5 kg. Waga działa dobrze, bo sprawdziłam za pomocą wagi kuchennej i butli z wodą ;) Mam nadzieję, że uda mi się schudnąć do połowy września z 5kg na tej nowej diecie.


A teraz co do poprzednich wpisów i komentarzy - ja ogólnie chciałam iść do zawodówki na cukiernika, ale problemy osobiste i nauczyciele trochę mi popsuli plany (miałam opisać sytuację, ale znowu będzie tego na pół strony, więc może kiedy indziej w osobnej notce ;) Efekt był taki, że wylądowałam w liceum z profilem psychologicznym - miałam iść na studia w tym kierunku. W tym liceum wytrzymałam rok, później miałam rok przerwy i poszłam do zaocznego, w którym właśnie jestem. Jeszcze zastanowię się nad tą maturą - chciałam podejść za rok, ale podejrzewam, że nie będzie mi się chciało...


Dzięki za wsparcie i potrząśnięcie w tej kwestii - ja z reguły uciekam przed problemami, w końcu czas przeciwstawić się lękom, no nie?:)



Anja Niki -  jeśli chodzi o naleśniki z serem, to są ich najróżniejsze wersje - od najbardziej dietetycznych - mogą mieć nawet 150 kcal w jednym, aż po bomby kaloryczne mieszczące po 400 kcal w sztuce ;) To wszystko zależy od grubości i składu ciasta, rodzaju twarogu, ilości cukru itd. ja kaloryczność moich obliczałam na stronie ileważy.pl.


Następną notkę dodam w środę - jako oficjalny początek nowej diety. Trzymajcie za mnie kciuki, tak jak ja trzymam za Was :*

niedziela, 26 sierpnia 2012

Głupota własna

I pomyśleć, że człowiek dorosły powinien mieć pełną kontrolę nad tym, co wkłada do dzioba - szczególnie jeśli mu to szkodzi. Od jakiegoś czasu wiem, że nie mogę jeść pieczywa - co się po spożyciu dzieje nie będę mówić. Ale dzisiaj, jako że mój bilans łączne z obiadem zamykał się na 369 kcal, postanowiłam, że na kolację zjem naleśniki z serem, za którymi strasznie się stęskniłam. Efekt jest taki, że z bólu ledwo siedzę - mama parzy jakieś ziółka, może one pomogą. Jak ja głupia mogłam sądzić, że skoro chleb mi szkodzi to naleśniki nie? :/

Mój dzisiejszy bilans:
Śniadanie:jajko+twaróg wędzony+pół pomidora - 154 kcal
II śniadanie:filiżanka soku - 65kcal
Obiad: zupa kapuściana z ziemniakami - 150 kcal
Kolacja: dwa naleśniki z serem - 455 kcal
Suma: 824 kcal

Pomarudziłam sobie trochę... Poodwiedzam Was i odniosę się Waszych komentarzy pod wczorajszą notką jutro. Trzymajcie się :*

sobota, 25 sierpnia 2012

Wracam.

Wracam po przerwie z nowymi siłami, przemyśleniami i kilkoma nowymi doświadczeniami.
Przede wszystkim zauważyłam, że mam byka w tytule bloga - z memories uciekło mi "i"(zaraz to poprawię).

Co się działo podczas tego tygodnia? Mianowicie:

Powodem przerwy był dół i niemoc twórcza- dopiero teraz się pozbierałam jako tako ;)

Okazało się, że waga jednak jest zepsuta - w sobotę rano pokazała 54 kg, po południu wyszło 56, a wieczorem... 46 (co jak co, ale zobaczyć na wadze 46 kg- bezcenne ;) od tego czasu się nie ważę, ale podejrzewam, że będzie ok 54kg.

Doszłam do wniosku, że wrócę do 1000 kcal, bo po prostu nie miałam siły na nic. Wytrzymałam dwa dni - czułam się jakby ktoś mi zabetonował żołądek. Zabawne, że jeszcze nie tak dawno nie wierzyłam, że można najeść się na diecie 1000 kcal, a teraz jest to dla mnie za dużo.

Co do przemyśleń - podjęłam bardzo dla mnie trudną decyzje - nie podchodzę do matury. Obecnie jestem w trzeciej klasie liceum zaocznego (5 semestr). Długo się nad tym zastanawiałam, bo zależy mi na tym, by mieć ukończone liceum z maturą, ale niestety to ponad moje siły. Jestem jednym z tych beznadziejnych przypadków -gdy się zdenerwuję, zapominam jak się nazywam. A najbardziej boję się matmy i ustnego angielskiego. Boję się, że gdy stanę przed komisją to się zatnę - taka już jestem. A z matmy po prostu jestem beznadziejna. Cóż, trudno się mówi...

Idę zobaczyć co u Was, do następnego :*




sobota, 18 sierpnia 2012

Tygodniowa przerwa... może?

Wiem, że dopiero zaczęłam, ale niestety na jakiś tydzień muszę zawiesić pisanie. Chociaż jak znam siebie, to wrócę tu za jakieś cztery dni ;) najpóźniej  napiszę w przyszłą niedzielę. Jak wrócę to wszystko Wam wyjaśnię. Poodwiedzam Was jeszcze dziś wieczorem, trzymajcie się :*

piątek, 17 sierpnia 2012

Bez tytułu

Waga aktualna: 52,5kg

Bilans:
Śniadanie:camembert+pół pomidora - 117 kcal
II śniadanie:ciastko owsiane+energy drink - 131kcal
Obiad: zupa pieczarkowa - 52 kcal
Kolacja: ciastko owsiane+filiżanka mleka - 156 kcal
Suma: 456 kcal
Nie mam dzisiaj nastroju na pisanie... Może później coś dodam.

czwartek, 16 sierpnia 2012

c.d.

Cholera, ja dzisiaj nie odejdę od tego bloga - zapomniałam dodać zdjęć mojej największej inspiracji (dodaję już w nowej notce, bo tamta będzie miała z pół kilometra :)

Amanda Seyfried- dziewczę mniej więcej mojego wzrostu o nie mojej boskiej figurze;) :







Dzień jak co dzień...

Chyba mi się waga popsuła- wchodzę, a tu 53kg. Ciekawe, co bym musiała robić, żeby w jeden dzień schudnąć 1,5kg. Ale wolę myśleć, że jest tyle... same rozumiecie ;).
Jajka w domu się znalazły, a że od paru dni trzyma mnie katar, to wyjątkowo pozwoliłam sobie na jajecznicę z dużą ilością cebuli i kromką chleba (który też jest wykluczony), ale smakowało ;). Pojechałam dzisiaj na zakupy, a tu niespodzianka - w Netto przecenili moje ulubione serki. Uwielbiam Camembert z zielonym pieprzem Turka. Gdy podrożał do 4,50zł powiedziałam, że za taką cenę go nie będę kupować – od tego czasu poluje na promocyjne ceny;) Czasami takie przeceny są w Lidlu, Netto czy w jednym ze sklepików na Manhattanie (rynek w Szczecinie). Polowanie na promocje mam po moim ojcu – kiedyś kupił – uwaga! 75 zupek błyskawicznych, bo były przecenione. Z resztą takich perełek mogłabym wymienić wiele :) A i jeszcze jeden pozytyw dzisiejszego dnia –zastanawiałam się czy nie kupić sobie lodów koktajlowych. Miałam na nie ochotę, dopóki nie podeszłam do zamrażarek - opakowanie wydało mi się ogromne (nie mówię o tym z gazetki, tak dla jasności ;) wahałam się jeszcze przez chwilę, ale przypomniałam sobie, że mama robi dziś ciasteczka owsiane i dałam sobie spokój. To pierwszy raz, gdy miałam na coś ochotę i tego nie kupiłam - hurra!

 A wracając do tematu odchudzania: dzisiaj się obmierzyłam:
Udo: 56,5 cm
Biodra: 90 cm
Talia: 67,5 cm
Biust: 101 cm
Ramię: 25,5 cm

Poza tym zmierzyłam też długość nóg tak z ciekawości, ale nie wiem, czy powinno się mierzyć po wewnętrznej czy zewnętrznej stronie. Ja zmierzyłam po wewnętrznej – 77cm.

Mój dzisiejszy bilans:
Śniadanie: jajecznica na maśle+kromka chleba - 237 kcal
II śniadanie: filiżanka soku+brzoskwinia - 102 kcal
Obiad: zupa kapuściana - 32 kcal
Kolacja: ciasteczka owsiane 2 szt+filiżanka mleka - 214 kcal
Suma: 585 kcal

Gdy zakładałam bloga, nie wiedziałam, że tyle będą znaczyć dla mnie wasze komentarze i słowa wsparcia - dziękuje, dodajecie mi skrzydeł kochane:* 
Lecę Was poodwiedzać, do jutra.

Edit 21:18: zapomniałam dodać mleka ;)

środa, 15 sierpnia 2012

Lazy day


Dzisiaj mam lazy day :D obudziłam się po 9, zważyłam – 54,5kg, zjadłam śniadanie, poćwiczyłam trochę i znowu buch do wyra. Później obudziłam się po 12, ale poleżałam do 14:30. Pościeliłam łóżka, odkurzyłam, mimo że strasznie mi się nie chciało, ale mus to mus (mieszkanie jest małe, więc żeby móc się swobodnie poruszać łóżka muszą być złożone. Odkurzyć też usiałam, bo dzisiaj zmieniam klatkę Blondie, a chcę puścić ją w kuli, niech się wybiega :)
Dzisiejszy jadłospis zamyka się na dwóch miseczkach zupy, dwóch nektarynkach i jabłku. Właściwie jutro powinnam już wrócić do stałego jadłospisu, ale chyba nie mam w domu jajek ani sera, a dopiero po południu pojadę na zakupy. Przetrzepie lodówkę i jak nic nie znajdę, to dieta jabłkowo – nektarynkowa będzie obowiązywać jeszcze jutro. A na koniec zdjęcie moich czterech brzdąców ;) Na razie.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Up and... down

Za szybko się pochwaliłam, że nie mam napadów - wczoraj zaliczyłam pierwszy (i mam nadzieję ostatni) od dość dawna. Obiecałam sobie mianowicie, że jak waga zejdzie poniżej 55 (a rano pokazała 54,8), to kupie sobie chipsy. Miałam wziąć garstkę, a resztę odłożyć (niedawno już raz nawet mi się to udało) . Z takim przekonaniem wróciłam ze sklepu do domu, otworzyłam paczkę i ... pożarłam całą (tym sklepem była Biedronka, więc kto był wie, jakiej wielkości tam "paczuszki" sprzedają) i do tego zupkę chińską. Akurat ją w planach miałam, ale nie w połączeniu ze wszystkimi chipsami. Bilans ogólnie wyszedł ok 1200. Wydawać się może, że nie jest tak źle, ale z uwagi na to, że "zdrowych kalorii" w tym było tylko 113 ze śniadania i 55 z kolacji... no nic, życie toczy się dalej. Teraz w ramach nagrody, zamiast słodyczy czy chipsów, będę kupować sobie coś drobnego niejadalnego ;)

Jak już mówiłam, ustawiłam sobie jadłospis, a wygląda on mniej więcej tak:

Śniadanie:
Jajko/kawałek sera+pół pomidora+ogórek/rzodkiewka 

II Śniadanie:
orzechy(np. 5 migdałów/ 10 pistacji/5 fistaszków)+filiżanka soku z marchewką (z tych słodzonych, np. Kubuś)

Obiad:
200 ml/g - zupa/warzywa na patelnię+jogurt+kasza gryczana/ ziemniaki+kotlet sojowy(nie smażony)+surówka

Kolacja: filiżanka mleka

Wychodzi z tego przeważnie tylko ok 400 kcal, ale wolę sobie zostawić pole dla owoców czy nieplanowanego jedzenia, np na mieście. Poza tym od 7 lat nie jem mięsa ani ryb, więc obiad jest mniej kaloryczny.

Dzisiaj i jutro jadłospis nie obowiązuje, bo robię sobie dwudniową głodówkę na soku z jabłek i zupie kapuścianej. Moja mama ostatnio na takiej głodówce w dwa dni schudła 4 kg! Jeśli chodzi o dietę, to mam duże wsparcie od mojej mamy - sama aktualnie się odchudza, ale na 1000kcal. 

Strasznie chaotyczna ta notka, ale dopiero się wprawiam ;) Postaram się pisać codziennie. Idę zobaczyć co u was, trzymajcie się szczupło, do jutra :*


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

A więc, zaczęło się tak...

(To będzie dłuuuga notka – jeśli chce wam się ją czytać, to zaopatrzcie się  popcorn czy coś ;)
 
   Zaczęło się od marzenia o kolczyku. Obiecałam sobie, że gdy schudnę do moich wymarzonych 45kg to zrobię sobie kolczyk w pępku. Właściwie pierwotnie kolczyk miał być prezentem na 16tkę, ale wiadomo, na wałkach tłuszczu go sobie nie mogłam zrobić. Nie miałam wtedy wagi, ale mogłam ważyć coś ok. 70 - 75kg. Wtedy zaczęłam się odchudzać, a właściwie to zaczęłam myśleć o odchudzaniu, bo nic konkretnego nie robiłam w tym kierunku. Tak przebimbałam na narzekaniu, że przyda mi się zrzucić kilka kilo do maja 2010r. Byłam wtedy na wycieczce, z której przywiozłam kilka zdjęć. Na komórce nie wyglądały jeszcze tragicznie, ale po wrzuceniu na komputer... masakra.        
   Wtedy moje postanowienie się wzmocniło – przechodzę na dietę. Odstawiłam słodycze i przekąski na... 2 dni (później opchałam się nimi do granic możliwości). I przez kolejne pół roku „odstawienia” wyglądały mniej więcej tak samo. Oczywiście próbowałam również głodówek, ale kończyły się one na ogół po kilku godzinach, kiedy byłam gotowa zamordować za bułę z serem i majonezem. Zaczęłam wtedy też zbierać ciuchy za małe na mnie – m.in. czarne spodnie, w które planowałam zmieścić się do Halloween. Kupiłam sobie wagę – wyszło 78kg. Wtedy była to dla mnie tylko liczba.
   Kolejnym punktem zwrotnym był pobyt w szpitalu na początku listopada, a konkretnie diagnoza. Dlaczego było to dla mnie tak ważne? Zrozumiecie dopiero gdy wyjaśnię wam, co myślałam wtedy o własnym wyglądzie. Byłam przekonana, że mam lekką nadwagę, wiecie - kilka zbędnych kilogramów, bardzo kobiecą sylwetkę, troszkę tłuszczyku tu i ówdzie. Śmiech mnie ogarnia na myśl jaką miałam wypaczoną wizję siebie – miesiąc temu znalazłam na dnie szafy te spodnie na Halloween - dopiero teraz są dobre.
   Przy wyjściu ze szpitala otrzymałam wypis – wyniki badań w normie, stan ogólny dobry, kondycja słaba (też mi niespodzianka), OTYŁOŚĆ... Zamurowało mnie. To była szokująca diagnoza. Otyłość kojarzyła mi się z ogromnymi ludźmi. Widywałam ich w telewizji – ciągle żarli i prawie się nie ruszali. Kojarzyła mi się też z czymś gorszym – wylewami, cukrzycą, zawałami itp., itd. Podczas powrotu do domu mówiłam sobie – nie, to nie możliwe, nie może być. Zaraz po dotarciu do domu weszłam na wagę – 75kg. Poszukałam wskaźnika BMI (mówiliśmy o nim na biologii). Obliczyłam i wyszła otyłość. Przepłakałam prawie całą noc. Wstałam z postanowieniem – dość tego! Wyszukałam w Internecie różne diety – najbardziej przypasowała mi 1000 kcal. Znalazłam tabele kaloryczne i zabrałam się do dzieła. Nie mówię, że nie miałam wpadek – oczywiście, że miałam. Starałam się jednak trzymać tej granicy 1000. Od listopada do stycznia 2011r schudłam 7 kilo. W lutym odpuściłam sobie i na początku marca wyszło 70kg. Wtedy znowu wróciłam do diety ok. 1000 kcal (dochodziło 1200). Prawie przestałam niestety chudnąć – do sierpnia schudłam tylko 5kg. Potem waga się zatrzymała, a właściwie wahała między 67 a 65. Próbowałam się motywować wpisami na blogach motylków, kolejnymi datami i celami (na powrót do szkoły/Halloween/Boże Narodzenie/Sylwestra/urodziny będę już szczupła). Nic z tego. Jak udało mi się schudnąć do 64,5 to dostawałam ataku, po którym tyłam dwa trzy kilo. I tak na okrągło. W końcu waga stanęła na 64,9 i nie ruszała ani w dół ani w górę. Powolutku zaczęła spadać dopiero w kwietniu 2012, gdy zmniejszyłam ilość kcal do ok. 800-1000 – pod koniec czerwca ważyłam 63,5kg. Postanowiłam, że do września muszę schudnąć co najmniej 10, a do Halloween – 18kg. Zniżyłam limit kalorii do ok. 600 dziennie. Tym razem obyło się bez ataków i większych wpadek. Ustawiłam sobie jadłospis i zastosowałam się do rad koleżanki (dzięki Sandruś) – nie jem po 18 i codziennie wypijam szklankę mleka. Od lipca schudłam ponad 8kg. 

   I tak oto właśnie dotarłam do chwili obecnej. Teraz będziecie mogły (o ile chcecie oczywiście) śledzić na bieżąco moje postępy: obiecuję, że postaram się pisać krótsze notki :*

Witajcie!


Moja pierwsza notka będzie dwuczęściowa. Pierwsza notka będzie o tym, jak i dlaczego się tu znalazłam oraz o czym będę pisać. Druga o tym, jak zaczęło się moje odchudzanie. 

Od dawna odwiedzam inne blogi, mam już nawet kilka ulubionych. Zamierzałam mój własny założyć już jakiś czas temu, ale jakoś nie mogłam się zebrać. A wszystko przez perfekcjonizm (bo obrazek nie dopracowany, kolor tła i tekstu nie taki, itp.) i dylemat: czy zrobić blog anonimowy (inny nick, bez lokalizacji, bez konkretów) czy nie. Efekty końcowe widzicie same. Kolor pewnie zmieniać się będzie nie raz, w zależności od nastroju i humoru autorki. Zapewne w pełni anonimowy blog byłby lepszy, ale to nie byłoby to (wtedy nie mogłabym pisać o wielu rzeczach :)

Blog założyłam z myślą o pamiętniku odchudzania, ale będzie nie tylko o tym. Będzie on przede wszystkim moim dziennikiem - miejscem, w którym będę zapisywała moje doświadczenia, przemyślenia i marzenia. To co działo i to, co dzieje się teraz w moim życiu. Będzie to na razie blog głównie o odchudzaniu, ale będzie też po trochu o wszystkim: o zwierzakach, o moim mieście, o książkach moich i moich ulubionych, o magii, kuchni i ogólnie o innych sprawach, które mnie interesują. Muzykę, której słucham, filmy które oglądam, zdjęcia moich zwierzaków oraz dzieł ;)  znajdziecie na innych moich kontach (patrz ramka konta). 
Tak więc - zaczynam :)